SŁAWOMIR MARZEC. 9.04 – 24.05.2026
W HORYZONCIE
Na wystawie Sławomira Marca w Galerii Manifest[o] prezentujemy najnowsze obrazy artysty z cyklu „W horyzoncie”.
Artysta pracuje cyklami po to, by – jak sam pisze – uniknąć obrazów rozstrzygających, by uchwycić finalność obrazów formatywnych, archetypicznych. Obrazy tworzą zbiory, które z kolei układają się w większe całości oparte na rozważaniu wybranego problemu malarskiego, problemu wizualnego. Od 2019 roku tym kluczowym problemem stał się dla artysty horyzont: horyzont jako otwarcie przestrzeni, jako roztworzona, rozwarta granica przestrzeni. Horyzont jako kres, spojrzenie bezpowrotne, anty-mapa – pisze artysta.
Pierwszy cykl, zatytułowany po prostu „Horyzonty”, tworzyły płótna zbudowane, jak pisała Bożena Kowalska: z niezliczonych punktów barwnych, niemal identycznych, ale nieidentycznych, z jawiącymi się na nich formami, które złudnie się ukazują i nikną niewytłumaczalnie. Horyzonty zostały uwidocznione w zagęszczeniu barwnych drobinek, mikroform pokrywających płaszczyznę, tworząc wrażenie jej uciekania w głąb lub falowania. Artysta nie tytułował poszczególnych obrazów, po prostu je numerował. Tytuły, często pisane w języku łacińskim („Dla Lorraina. Noli me tangere”, „Coincidentia oppositorum”), pojawiają się w kolejnym cyklu: „Horyzonty II”. W tych obrazach mgławica wielobarwnych drobinek kurczy się i zagęszcza, odsłaniając duże partie białego płótna. Tytułowy horyzont rozprasza się w bieli, świeci w wąskiej szczelinie pomiędzy ciemnymi formami. W kolejnej serii, „Horyzonty – nagłość”, pointylistyczna skrupulatność ustępuje miejsca ekspresyjnym, szerokim pociągnięciom pędzla. W „Horyzontach – zbliżeniach” linia horyzontu zdaje się wykraczać poza obszar płótna, zaś jej przebieg w granicach obrazu jest zauważalny poprzez spękania białej farby pokrywającej powierzchnię płótna.
W najnowszym, prezentowanym na wystawie w Manifest[o] cyklu pt. „W horyzoncie – kolor”, malarz odchodzi od pointylistycznej metody. Jednolite płaszczyzny barwne przecinane są bocznymi klinami barw kontrastowych – można je odczytywać zarazem jako ślad horyzontu lub horyzontów. Problem horyzontu jako wyznacznika kresu naszego spojrzenia budującego przestrzeń w obrazie został połączony z problemem kontrastów i harmonii barwnych jako podstawy konstrukcji płótna malarskiego – to kwestia będąca u podstaw przełomu modernistycznego w malarstwie. W tym cyklu pojawia się także nowy wymiar – wymiar pamięci i dialogu. Wybrane obrazy Sławomir Marzec dedykuje swoim zmarłym kolegom malarzom, m.in. Zbigniewowi Gostomskiemu i Tomaszowi Ciecierskiemu. Marzec sięga po charakterystyczną paletę lub motyw kompozycyjny kolegów, niejako anektując je do własnych kompozycji, choć można spojrzeć na to inaczej – jako na oddanie części własnego cyklu we władanie innych malarzy.
Cykl ten uzupełniają na wystawie grupy obrazów pt. „W horyzoncie – biel” oraz „W horyzoncie – otchłanie”, w których kolor zanika. Pierwsza grupa to białe monochromy o zróżnicowanej fakturze; w grupie innych obrazów dominuje czerń, niejako wypychająca kolor ku górnym i dolnym krawędziom płótna. Łącznikiem jest zawsze obecna linia horyzontu.
Punktem dojścia wystawy staje się obraz „Pro ultimo Mundo”. To dużych rozmiarów (180 x 180 cm) czarny monochrom złożony z dwóch blejtramów. Linia horyzontu, która przebiega powyżej linii złączenia dwóch płócien, zostaje zaakcentowana innym niż w pozostałych częściach płótna, gładszym nałożeniem kolejnych warstw czarnej farby. Czerń w tym miejscu staje się szczególnie głęboka. Buduje przestrzeń w obrazie i jednocześnie, paradoksalnie, zdaje się emanować tajemniczym światłem. Horyzont jako kres widzenia zyskuje w tym obrazie znaczenie drogi wiodącej ku transcendencji.
Cykle malarskie Marca przypominają układające się w większe całości metacykle; są niczym rozdziały malowanej rozprawy filozoficznej. Wpisując się w tradycję dwudziestowiecznej awangardy, Marzec nierzadko opatruje swoją twórczość malarską złożonym, teoretycznym komentarzem. Jednak, na co sam zwraca uwagę, jego obrazy nie są ilustracją formułowanych w języku tez – są raczej zmysłowym, wizualnym, nieprzetłumaczalnym na tekst odpowiednikiem zwerbalizowanej myśli. Namysł nad istotą horyzontu jest właśnie par excellence namysłem nad kwestią nieprzekładalności, autonomii, a nawet prymatu obrazowego myślenia. Zjawiska horyzontu można doświadczyć tylko poprzez ogląd; w rzeczywistości on nie istnieje. Dopiero na wywiedzionej z obserwacji jakości mogą wyrosnąć zespoły abstrakcyjnych pojęć i symbolicznych znaczeń. Skupiając się na temacie horyzontu, Marzec dotyka genezy wykluwania się myśli z doświadczenia wizualnego, które zdaje się być na początku. Kryje się w tym teza mówiąca, że na początku było oko i widzenie. Być może poza horyzontem widzenia pozostaje tylko Słowo.






